
Wojciech Grabowski (1850 Kraków – 1885 Lwów)
Postać Wojciecha Grabowskiego wpisuje się w historię Tykocina przez osobę jego narzeczonej, wybitnej polskiej malarki Anny Bilińskiej. W książce dr. Antoniego Bohdanowicza, późniejszego męża artystki, pt. „Anna Bilińska, Kobieta, Polka, Artystka – w świetle jej dziennika i recenzji wszechświatowej prasy” zawarte są informacje o uczuciowym związku Anny Bilińskiej i Wojciecha Grabowskiego. Przedwczesna śmierć W. Grabowskiego nie pozwoliła im na zawarcie związku małżeńskiego. Ponadto warto nadmienić, że z Grabowskim współpracował Zygmunt Gloger przy ilustrowaniu swoich prac historycznych.
Wojciech Grabowski bezsprzecznie był utalentowanym artystą, niemniej borykającym się przez całe życie z problemami finansowymi. Brak środków materialnych nie pozwalał mu na uprawianie malarstwa sztalugowego. Wypowiadał się przede wszystkim w rysunku, który był popularyzowany w ilustracji prasowej. Dzięki pomocy brata Andrzeja, znanego malarza, który był jego mentorem, w latach 1866-1871 studiował w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie pod kierunkiem Feliksa Szynalewskiego i Władysława Łuszczkiewicza. W latach 1871-1872 kontynuował edukację w Monachium u Hermana. Anschütza. W 1872 przeniósł się do Wiednia, gdzie podjął samodzielną pracę ilustratora czasopism. Po powrocie do kraju, przebywał na terenie Galicji, m. in. we Lwowie, Przemyślu, Krakowie. Od 1875 współpracował z czasopismem „Kłosy”, następnie z Tygodnikiem Ilustrowanym. Będąc wnikliwym obserwatorem, w swoich ilustracjach odmalowywał charakterystyczne wydarzenia z życia prowincji, nie pomijając barwnych obyczajów społeczności żydowskiej. Inspirujące motywy odnajdywał podczas licznych wędrówek po wsiach i miasteczkach galicyjskich. Rysował typy i sceny wiejskie, jarmarki, pogrzeby, wesela, z wyraźnym upodobaniem do sytuacji humorystycznych i skłonnością do karykatury. Wiosną 1882 r., podczas pobytu w Wiedniu, poznał malarkę Annę Bilińską, z którą łączyły go więzy przyjaźni, a z u upływem czasu wielkiej miłości. Anna, która studiowała w Paryż, na wiadomość o jego ciężkiej chorobie w 1885 r. przyjechała do Lwowa i towarzyszyła mu do ostatnich dni jego życia. Wojciech Grabowski zmarł 2 czerwca 1885 r. we Lwowie. Adam Pług redaktor czasopisma Kłosy po śmierci Wojciecha Grabowskiego napisał: „Talent to był niepospolity, przymiotami serca i charakteru zjednywał sobie miłość i szacunek u wszystkich, co z nim mieli bliższą zażyłość.”
Jan Maciejewski
OBRAZKI Z ŻYCIA PROWINCJI.
O TWÓRCZOŚCI WOJCIECHA GRABOWSKIEGO
Świetny obserwator, znakomity rysownik, kronikarz życia prowincji i nieodrodny syn epoki: tak można scharakteryzować twórczość Wojciecha Grabowskiego, gdyby te określenia choć w nikłym stopniu wyznaczyły skalę jego talentu. Nie zmienia to faktu, że przedwcześnie zmarły malarz i rysownik należy do wielkiej grupy niesłusznie zapomnianych polskich artystów.
Był utalentowanym i doskonale wykształconym realistą, rzetelnym rejestratorem małomiasteczkowych wydarzeń i kronikarzem codzienności. W poszukiwaniu inspiracji i motywów wędrował po kraju, uznając – nie bez racji – że najważniejsze i najciekawsze losy są udziałem miejsc i ludzi dalekich od centrum. Tam jest prawdziwe życie z jego barwnością, zmaganiami z nędzą i przeciwnościami losu. Nie bez powodu tworzył wiele rysunków kredkami i węglem, bowiem takie notatki z wędrówek pozwalały mu na możliwie szybkie uchwycenie ulotnej chwili, później do nich wracał, rozwijał i uzupełniał.
Jeden z tematów szeroko znanych w sztuce europejskiej, Żyd – Wieczny Tułacz, w interpretacji Wojciecha Grabowskiego jest nie tylko wizerunkiem zmagań z przeciwnościami, ale też przejmującym obrazem bezbronności i nędzy starego człowieka, który za znieważenie Chrystusa idącego na miejsce kaźni został skazany na wieczną tułaczkę. Wygięty w łuk, targany wichrem bosy starzec na tle wysokiego, groźnego nieba, staje się nie tylko ilustracją legendy, lecz także symbolem ludzkich zmagań z przeciwnościami losu. Jego starcza ściągnięta twarz z głęboko osadzonymi oczyma mówi wszystko o kondycji człowieka. Oparty na podobnej konstrukcji drzeworyt „Do szkoły” z dwojgiem dzieci przedzierających się przez śnieżną pustynię i walczących z lodowatym wichrem jest nie tylko ilustracją walki z żywiołem, lecz także z przeciwnościami losu. Widoczne w głębi ośnieżone strzechy chałup stają się symbolem opuszczonego domowego ciepła. Dramatyzm „Pożaru we wsi” potęgują wymowne gesty i pełne wyrazu twarze pogorzelców, ufnych w moc świętych obrazów, które mogą powstrzymać nieszczęście. „Zapowiedź dnia galowego” z tłumem wieśniaków, wśród których dostrzeżemy także Żydów w lisich czapach, to drobiazgowa rejestracja wydarzenia ważnego dla mieszkańców miejscowości, tłoczących się nie tylko na brukowanym placyku, lecz także cisnących się w oknach chałup i na gankach.
Wojciech Grabowski był przenikliwym obserwatorem i kronikarzem dziewiętnastowiecznego życia prowincji, także życia polskich Żydów, z fotograficzną wiernością i satyrycznym zacięciem ilustrował wydarzenia i typy mieszkańców prowincji. Jak rasowy malarz dostrzegał też czysto malarskie walory wsi, odtworzył je w wielu pracach, „Prośba o ślub” to scena rodzajowa na tle malowniczych otoczonych zielenią chat i pięknej drewnianej cerkwi, zaś „Wesele na Podolu” zdaje się wibrować dźwiękami radosnej muzyki.
Wojciech Grabowski, ilustrator prowincjonalnej codzienności jest autorem prac, które można nie tylko podziwiać ze względu na artystyczny talent, wnikliwą obserwację nie wolną od akcentów humorystycznych, lecz także interpretując – czytać jak książkę. Realizacji wielu planów, w tym organizacji (wraz z narzeczoną Anną Bilińską) akademii sztuk pięknych dla kobiet, przeszkodziła śmierć. Nigdy się nie dowiemy, jak wiele z jego przedwczesnym odejściem straciła kultura polska.
Joanna Tomalska